Lokale sprawdziły OVII i policzyły efekt.
Prawdziwe wdrożenia, prawdziwe nazwy, policzone wyniki. Każdy cytat i każda liczba pochodzi od lokalu, który zgodził się wystąpić pod własnym szyldem.
Zespół nie sprzedaje tego, czego sam nie lubi.
To problem stary jak gastronomia: kelner sięga po to, co zna, a nie po najdroższą pozycję z karty. Żaden trening tego nie odwraca.
Po wejściu OVII sprzedaż mocnych alkoholi ruszyła — nie dzięki szkoleniu, ale dlatego, że nalewka wiśniowa smakuje całemu zespołowi. Nikt nie czuje się głupio, proponując ją gościowi.
Efekt uboczny: każda otwarta butelka OVII prowadzi do kolejnej. Gość, który spróbuje jednej pozycji, sięga po następną.
Gdybym gadał nie po managersku — więcej hajsu. Gdybym gadał po managersku — pozytywnie wpływa na świadomość konsumentów i na tabelki sprzedażowe.
Czuję się z takim alkoholem na barze o wiele lepiej niż z Finlandią. Wszyscy szukają jakościowych produktów, których nie dostaniesz w każdym sklepie.
Na barze stała wódka premium. Ale nikt jej nie pokazywał.
Standardowa wódka robi swoje, ale nie daje kelnerowi o czym opowiadać. Nie ma historii, nie ma powodu, żeby ją polecić.
Po wejściu OVII sprzedaż mocnych alkoholi mocno wzrosła. Goście sami pytają o destylaty — zwłaszcza regionalne i limitowane.
Personalizowana etykieta z logo hotelu robi swoje: gość widzi, że lokal wybrał coś konkretnie dla siebie, a nie wziął, co było w hurtowni.
Ten sam mechanizm, kolejne sale.
Barmani polecają nalewki OVII z samego faktu, że bardzo im smakują — i nie ma wstydu ich proponować.
Kelnerzy proponują OVII przez argument polskiego rzemiosła — i działa to też na klientów.
Chcesz podobny efekt u siebie?
Zaczynamy od bezpłatnej analizy Twojej karty — bez umów i bez minimów.